poniedziałek, 23 marca 2015
niedziela, 22 marca 2015
Nad Bałtykiem, uroki zimy
Jest rok 2010, luty. Zima jakich mało, temperatura powietrza - 20 stopni, zamarznięte morze. Nie odstrasza to jednak spacerowiczów. Zdjęcia zostały zrobione na plaży w Ustce.
sobota, 7 marca 2015
Wielki Brat Patrzy - Gruzja
W Gruzji zostałam po prostu powalona życzliwością ludzi. Na każdym kroku, podchodzili, pytali się, pomagali, kobieta w marszrutce ni stąd ni zowąd podarowała nam ciastka. Czasem w komunikacji wystarczy uśmiech. Gruzini to bardzo ciepły, rodzinny naród.
Co mnie bardzo zdziwiło, to że na gruzińskiej dyskotece młodzież z wielką przyjemnością tańczy narodowy taniec- lezginkę. Nie wyobrażam sobie, żeby np. w klubie w Warszawie zaraz po hicie Shakiry poleciał polski tradycyjny mazur i my ochoczo podrywamy się do takiego właśnie mazura. Miałam też okazję wysłuchać gruzińskich toastów. Toasty w Gruzji to rzecz święta wygłasza go zawsze tamada czyli mistrz ceremonii podczas supry (uczty) na Kaukazie, zwykle mężczyzna, który cieszy się szacunkiem i potrafi wygłaszać oratorskie toasty. Wojciech Góreki w swojej książce "Toast za przodków" pisze: "Dobry tamada potrafi zdobyć się na oryginalną myśl nawet przy toastach najoczywistszych: za ojczyznę i za najbliższych. Najlepsi porywają się na toasty - przypowieści i toasty - minitraktaty filozoficzne, zwieńczone brawurową puentą. Najlepsi z najlepszych przechodzą do historii - na równi z wielkimi poetami."
W Gruzji rodzina to rzecz święta. Gruzini z wielkim szacunkiem odnoszą się do osób starszych. Wojciech Górecki rozmawia z dwoma policjantami i tak to opisuje:" - Nie wiem, co będzie, może kolejna wojna?- zastanawiał się Rusłan, najbardziej rozmowny z policjantów. - Nie wiem, komu wierzyć, kto nas nie oszuka. Może ty wiesz?A może wasi starcy wiedzą? Właśnie, co polscy starcy sądzą o Gruzji?
Wiele miesięcy wcześniej podobne pytanie usłyszałem w Groznym: co polscy starcy sądzą o Czeczenii?Starcy byli ostatnią deską ratunku- oni pamiętali co było za cara, i pamiętali tych, którzy pamiętali, jak wybuchła pierwsza wojna kaukaska, a tamci pamiętali...Kaukascy starcy muszą mieć na wszystko odpowiedź, ale czasy zmieniają się szybko, dużo szybciej niż kiedyś, trudno to wszystko ogarnąć. Co szkodzi spytać o zdanie polskich starców?".
Co mnie bardzo zdziwiło, to że na gruzińskiej dyskotece młodzież z wielką przyjemnością tańczy narodowy taniec- lezginkę. Nie wyobrażam sobie, żeby np. w klubie w Warszawie zaraz po hicie Shakiry poleciał polski tradycyjny mazur i my ochoczo podrywamy się do takiego właśnie mazura. Miałam też okazję wysłuchać gruzińskich toastów. Toasty w Gruzji to rzecz święta wygłasza go zawsze tamada czyli mistrz ceremonii podczas supry (uczty) na Kaukazie, zwykle mężczyzna, który cieszy się szacunkiem i potrafi wygłaszać oratorskie toasty. Wojciech Góreki w swojej książce "Toast za przodków" pisze: "Dobry tamada potrafi zdobyć się na oryginalną myśl nawet przy toastach najoczywistszych: za ojczyznę i za najbliższych. Najlepsi porywają się na toasty - przypowieści i toasty - minitraktaty filozoficzne, zwieńczone brawurową puentą. Najlepsi z najlepszych przechodzą do historii - na równi z wielkimi poetami."
W Gruzji rodzina to rzecz święta. Gruzini z wielkim szacunkiem odnoszą się do osób starszych. Wojciech Górecki rozmawia z dwoma policjantami i tak to opisuje:" - Nie wiem, co będzie, może kolejna wojna?- zastanawiał się Rusłan, najbardziej rozmowny z policjantów. - Nie wiem, komu wierzyć, kto nas nie oszuka. Może ty wiesz?A może wasi starcy wiedzą? Właśnie, co polscy starcy sądzą o Gruzji?
Wiele miesięcy wcześniej podobne pytanie usłyszałem w Groznym: co polscy starcy sądzą o Czeczenii?Starcy byli ostatnią deską ratunku- oni pamiętali co było za cara, i pamiętali tych, którzy pamiętali, jak wybuchła pierwsza wojna kaukaska, a tamci pamiętali...Kaukascy starcy muszą mieć na wszystko odpowiedź, ale czasy zmieniają się szybko, dużo szybciej niż kiedyś, trudno to wszystko ogarnąć. Co szkodzi spytać o zdanie polskich starców?".
life is perfect
Miałam kiedyś takie marzenie, żeby nauczyć się jeździć konno, jednak zawsze było mi coś nie po drodze. Podczas podróży po Maroko oddaliliśmy się jakieś 15 km za miejscowość Essaouira. Na plaży tego dnia było więcej wielbłądów niż ludzi. Był to bardzo wietrzny dzień. W oddali zobaczyłam spacerującego człowieka, który prowadził swojego podopiecznego- przepięknego białego konia. Niewiele myśląc podeszłam do nich i zaczęłam rozmawiać z chłopakiem. Po chwili byłam już w trakcie konnej przejażdżki nad brzegiem morza, a w tle zachodzące słońce. Marzenie się jeszcze nie spełniło, ale ta chwila sprawiła, że przypomniała mi się ścieżka dźwiękowa z The Milion Dollar Hotel i pewien tekst, który tu zacytuję:
"Wow. After I jumped, it ocurred to me. Life is perfect. Life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television. And surprises...lot's of surprises, yeah. And then there's the best stuff, of course. Better than anything anyone ever made up, 'cause it's real."
"Wow. After I jumped, it ocurred to me. Life is perfect. Life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television. And surprises...lot's of surprises, yeah. And then there's the best stuff, of course. Better than anything anyone ever made up, 'cause it's real."
po połowach marlina
Pisałam już o Zanzibarze, ale... jest jedno zdjęcie, które darzę szczególnym sentymentem. Chodząc po plaży i zaglądając w każdy kąt udało mi się zaobserwować pewną sytuację. Pewien człowiek złowił wielkiego marlina, którego zamierzał następnie sprzedać na codziennym targu rybnym. Ryba była tak wielka, że ledwo ją ciągnął po piasku. Zastanawiałam się jak długo musiał z nią walczyć, żeby ją wyciągnąć z wody, czy ktoś mu pomagał, czy może jest już tak wprawnym rybakiem jak Santiago z powieści Ernesta Hemingwaya "Stary człowiek i morze".
Udało mi się uwiecznić licytację marlina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































.jpg)










